"Coś jakby pęka, jakby się urywa... Dźwięk tłuczonego szkła, urywania struny...
Ból, ból nie do zniesienia!!!
Niee... cichy urwany jęk, ktoś tam jest, tam na końcu tunelu...
Czy to może... znowy ten okropny ból!!
Trudno z nim wytrzymać!!
To co do niedawna wydawało się takie realne, nagle przestaje istnieć. Jak to?
Fatamorgana, rozpływa się w powietrzu, znika, nie ma... Nie ma??
Przecież to niemożliwe!! Słyszysz?! Niemożliwe!!
Znowu światełko na końcu tunelu.
Nie ja nie chcę spadać! Pomocy!
Głuchy trzask, krew, martwe ciało na podłodze. Ciemność."
Obudziła się? Czy może nadal śpi?
Rozejrzała się dookoła- ciemność, jak we śnie. Próbowała podnieść się z posłania, ale coś jej na to nie pozwalało, jakaś nadludzka siła.
Jej oczy poruszały się niespokojnie, czuła jak zimny pot spływa po jej skroni. Strach. Znowu ten ból! Przejmujący we władanie całe jej ciało. Teraz musi być posłuszna. Teraz musi znowu się poddać. Rzuciła okiem jeszcze raz na drzwi... Co prawda w ciemności trudno było dojrzeć cokolwiek, ale teraz była pewna, to znowu on. Kiedy tylko przypomniała sobie jak wygląda dreszcz wstrząsnął jej ciałem, nie, nie chciała go więcej oglądać. Ale czy go to interesowało? To czego ona chce? Była niewolnicą, teraz już nie tylko zwykłą poddaną, ale niewolnicą. A to światło? Światło? Przecież nie widziała światła już od... nie pamiętała już niawet jak długo tu jest, ciągle tylko ta ciemność, ból i strach... Ale było jakieś światło, tak pamięta je, jakby przez mgłę... i był też jakiś tunel, była tam... A więc stąd jest jednak jakieś wyjście?? Próbowała się poruszyć- siłą woli kiwnąć choć jednym palcem aby mieć nadal nadzieję, bo tylko ona teraz trzymała ją przy zdrowych zmysłach. Nie udało się. Jeszcze raz... Zacisnęła mocno usta, jej twarz stała się czerwona z wysiłku i już, już czuła jakby coś się zmieniało, jakby... śmiech- kpiący i szyderczy. Znowu jego twarz, biała i gładka jak porcelana, dwoje zimnych, nieprzeniknionych oczu, kształtny, pasujący do ogółu nos i usta... nie, to nie były usta, to jakaś wąska linia przez którą wydobywały się dźwięki, bez warg i konkretnego kształtu.
Ciemność.
Poczuła jak niewidzialne sznury opasają ją całą, ciągną za przeguby dłoni, obejmują i zaciskają się w pasie i na łydkach. Spuściła wzrok, nie mogła patrzeć, jak patrzy się na nią bezlitośnie i przyciąga ku sobie. Tylko on, dalej czarna otchłań, przejmująca cisza i tajemnica. Tajemnicą było tutaj wszystko, począwszy od tego jak się tu znalazła, a zakończywszy na tym kim jest "istota z porcelany"- jak czasami nazywała go w myślach. Strach nasilał się z każdą sekundą i czuła jak serce podchodzi jej do gardła. Czuła, że znajduje się coraz bliżej, prawie odczuwała na sobie jego oddech. I nagle usłyszała jego głos- jadowity szept, który zdawał się być ciszą i krzykiem zarazem:
-Czy wiesz, że mógłbym ciebie zabić??- ciemność wokół jakby zgęstniała- Ta myśl powinna cię przerażać, a w związku z tym, moja droga, powinnaś zacząć się bronić, próbować ucieczki, krzyczeć i szarpać się, miotać, jak ryba bez wody, ale cóż to...- pogardliwy uśmiech, który dotychczas widniał na jego twarzy, spełz z niej, przez co wydawała się ona jeszcze bardziej szkaradna- Nie możesz zapanować nad swoimi ruchami?? Nie potrafisz nawet drgnąć, bez mojej zgody?! Dlaczego...- ostatnie słowo zawisło między nimi, ale męczyło tylko jednego.
Upadła twarzą na zimną, kamienną posadzkę. Nie wiedziała gdzie się znajduje, tutaj, tak jak i wszędzie, panował nieprzenikniony mrok. Usłyszała trzask ryglowania drzwi, jej ciało zaczęło dygotać, nie wiadomo czy to z powodu chłodu panującego dookoła niej czy z lęku. Znowu, tak jak za pierwszym razem odzyskała władzę nad swoimi kończynami. Podniosła się, była odrętwiała i posiniaczona. Nasłuchiwała chwilę, ale nie usłyszała niczego. Próbowała coś powiedzieć, poruszała ustami, udało jej się wydobyć z siebie tylko jakieś ciche piski. Westchnęła.
"Tunel. Para oczu. Promienny uśmiech, wyciągnięte na powitanie dłonie. Biegnie wzdłuż niego, jej gęste, czarne włosy, powiewają na wietrze, świat, nawet jeżeli jest to tylko jego niewielka część, znowu odzyskuje barwy. Szmaragdowe oczy ponownie widzą światło i odróżniają kształty. Jest szczęśliwa. Ktoś śmieje się serdecznie, jest tuż obok niej, na wyciągnięcie ręki. Biegną razem, dwoje dzieci, dwoje szczęściarzy, żyją, udało im się. Właściwie to dlaczego by nie dotknąć tej ręki?? Napewno się nie pogniewa. Niebo jak za sprawą czarów z błękitnego, stało się szare. Wszystko dookoła zaczyna blednąć i nawet ta ciepła, miękka dłoń, której dotknęła nim to się stało, gdzieś zniknęła. Silny powiew wiatru- zamknęła oczy. Ciemność".
Nie wiedziała co się z nią działo przez ten czas. Znowu leżała na swym posłaniu. Nieruchoma, blada kukła. Nie było nikogo. Poczuła ból w okolicach biodra. Tak ostry, jakiego dotychczas nie poczuła, przypominało to ból zęba, było kłujące, nieprzyjemne i zwolna opanowywało inne części ciała. "Co się ze mną dzieje?"- pomyślała.
-Walczysz! Wszyscy walczymy, tylko nie wszyscy wygrywają.- Odowiedziała jej gdzieś z daleka "istota z porcelany".
"Ręce ma ubroczne krwią, po brudnych policzkach spływają wielkie łzy. Klęczy pochylona nad martwym ciałem, sama nie wiedząc dlaczego. Ciało jest obrócone do niej tyłem, co jeszcze bardziej wzmaga jej lęk. W końcu decyduje się obrócić je, chce ujrzeć twarz. Zwykła, bezimienna, co nie oznacza, że brzydka, brzydotę też byśmy zauważyli, twarz jest raczej w stylu tych, które mijamy w drodze do supermarketu i nawet ich nie zauważamy. Ale zaraz... Przypatrzyła się jej bliżej. Coś jej przypominała... Tylko... Och! Nie umiała uwierzyć- przecież to jej twarz".
Troszkę szkoda, że tak mało optymizmu, ale pewne okoliczności, które można ująć słowem jednym "pielgrzymka" spowodowały, iż od pewnego czasu, jakoś nie mam ochoty się uśmiechać za często.
Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali. W szczególności Syriusza- za cierpliwość.