delikatne włókna pędzla, sunęły pewnie po płótnie, pozostawiając za sobą barwne linie, plamki i spiralki. artysta- młody jeszcze mężczyzna z miedzianą kępką włosów na brodzie i twarzą naznaczoną drobnymi zmarszczkami- był całkowicie pochłonięty swoim nowym dziełem. być może dlatego też nie zauważył małej, filigranowej istotki, która majestatycznym krokiem właśnie weszła do jego pracowni. przypatrywała mu się po troszę zaciekawiona, po troszę też zniecierpliwiona. obserwowała jak mężczyzna miesza barwy na palecie, uzyskując piękny, akwamarynowy odcień. przyglądała się dłoni, która lekko trzęsąc się niezręcznie trzymała pędziel i prowadziła go uzyskując nie pożądany efekt (wiadome jej to było, ponieważ malarz zaklął cicho i zmarszczył mocno czoło). widziała też skupienie w jego oczach i słyszała zgrzyt zębów, kiedy po raz kolejny zmieszał barwę żółci i błękitu, nie dostawszy wyczekiwanego koloru. a kiedy malarz kichnął i strącił przy tym farbę (brunatną), która oczywiście nie omieszkała zabrudzić białego wdzianka istotki, chrząknęła głośno, będąc pewna, że artysta ją usłyszy. tak też się stało, właściciel miedzianej bródki zaczął gorączkowo rozglądać się po pokoju, jednak nie zobaczył nikogo i powrócił do przerwanej pracy. już chciał sięgnąć po nowy pędzel (wachlarzowy), kiedy nagle poczuł bolesne szczypanie. spojrzał na swoją kostkę i cóż ujrzał??
małe stworzonko z wielkimi oczami, przepełnionymi złością i z zabawnie poplamionym ubrankiem.
-co my tu mamy??- powiedział przeciągle, uśmiechając się do siebie-witaj, przyjacielu.- stworzonko wzdrygnęło się na dźwięk tego głosu i w jego dłoniach pojawił się zapieczętowany pergamin.
-"z rozkazu Najpiękinejszej Pani..."- zaczął czytać gość.
-czekaj. wiem co będzie dalej...ale to nie moja wina... ja kocham to co robię, nie mogę przestać. byłem już rzeźbiarzem, grajkiem i śpiewakiem, tancerzem i modelem u madame Lukrecji... teraz jestem malarzem i nikt, ale to NIKT nie może mi zabronić tworzyć.
-ale pan jest skazą na nieskalanym łonie Pani Sztuki. jest pan hańbą dla Niej, dla nas i... dla samego siebie. musi pan natychmiast z tym skończyć, inaczej Ona może umrzeć. nie zniesie pańskiego nieudacznictwa. była dość cierpliwa, ale teraz czara...
-przepraszam!- krzyknął niespodziewanie rozjuszony mężczyzna- powiedz swojej Pani, że choćby nie wiem ile przysłała jeszcze swoich małych sług...
-och, przepraszam bardzo, ja jestem dobrowolnym ochotnikiem!!- rzekła z mocą istotka i wysunęła wyżej podbródek.
-nie ważne. powiedz Jej, że nie mam zamiaru rezygnować z mojej pasji.
-ale kiedy Ona umrze, wszystkie Jej dzieci pójdą do grobu razem z Nią. czy pan nie rozumie?? będzie pan mordercą. najgorszym z najgorszych! nie może pan!
-owszem mogę- zaoponował z lekkim wahaniem człowiek- a teraz odejdź. jestem zajęty.
w tydzień po tych wydarzeniach prasa podała wiadomość o zagadkowej śmierci Hubertusa Ovo.