-hop, hop!! jest tu ktoś?!!
- hop, hop!! jest tu ktoś?!!- odpowiedziało jej echo i ostatni promyk nadziei zgasł. "sama"- to słowo nie dawało jej spokoju i obijało jej się boleśnie po głowie. przyjaciele, rodzina, znajomi i nieznajomi- wszyscy nagle zniknęli, nagle rozpłynęli się i nic już po nich nie zostało prócz wspomnień.
tamtego dnia w nadmorskiej wiosce ludzie zgromadzili się, jak co tydzień, pod młodą brzózką, usiedli na soczystej, zielonej, zadbanej trawie, jedni zaczęli rozmawiać, inni rozpalili ognisko i zgromadzeni przy ogniu zaczęli śpiewać, kobiety tańczyły. wszyscy się śmiali i radowali. nikt nie siedział na uboczu i nie był smutny. wszyscy radośni i zadowoleni, bowiem życie jakie prowadzili było szczęśliwe i spokojne. i wtedy, widząc to szczęście, szalony staruszek podniósł się ociężale z ziemii, a ludzie, ponieważ nauczeni byli szacunku dla starszych, jak jeden mąż zamilkli.
- ludzie!!- przemówił stary- czy myślicie, że zawsze bedziecie tak jak teraz zjednoczeni?? czy myślicie, że nie ma wśród was ziaren niezgody?? czy nie widzicie zła, które jest wśród was??
- ale przecież od lat nikt nie przejawiał jego choć odrobinę!! jesteśmy szczęśliwi razem!! czy ty, starcze myślisz, iż wśród nas jest zdrajca??- odezwał się głos z tłumu.
tak- powiedział mężczyzna- wiem, że...- nie dokończył i upadł na ziemię.
kilka dni po pogrzebie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. najpierw piekarz odmówił pieczenia chleba dla stolarza, ponieważ mógłby przysiądz, że widział zło w jego oczach. następnie krawcowa stwierdziła, iż murarz przytył dwa kilo i musi schudnać, bo nie ma na tyle materiału aby uszyć mu odpowiedni frak na wesele. tego typu problemów przybywało z dnia na dzień. potem młodziutka kwiaciarka powiedziała, że jej robota jest cięższa niż praca pisarza i od dziś nie będzie pracować, w ślad za nią podążyło więcej osób i wszystkie stwierdziły, że ich praca jest najcięższa. zapanował chaos. problemów przybywało, ludzie się buntowali i nie było już zgody między nimi. przyszedł kolejny tydzień i ludzie znowu zgromadzili się pod brzózką, lecz zamiast, tak jak kiedyś, cieszyć się swoja obecnością zaczęli się kłócić. niezgoda panowała nad nimi i ciemne chmury zakryły jasne dotąd niebo. ktoś podpalił młodą brzózkę... milczała tylko mała dzewczynka i zamiast razem z innymi rzucić się w krzykliwy wir siedziała na uboczu, wyglądała na bardzo zamyśloną. tkwiła tak bardzo długo, siedząc na pniu i wpatrując się i palącą się brzózkę. ale nagle stanęła na pieńku i wydała z siebie głośny, przeraźliwy wrzask.
przerażeni ludzie zamilkli i spojrzeli zlęknieni na dziecko.
- bogowie się gniewają- rzekła cienkim głosikiem- czy tego nie wiecie?? czy nie zauważyliście, że starzec zasiał ziarno niezgody?? zło było w każdym z was- zaczęła płakać- ale to od was zależało czy chcecie aby wydostało się na zewnątrz!!
ludzie zaczęli coś mruczeć pod nosem i nagle jakby ich odczarowano- zaczęli rzucać się sobie w ramiona i przepraszać. dziewczynka zaś poszła nad morze i spojrzała w jego głębie, a potem szczęśliwa i wdzięczna odeszła w stronę wioski.
i tylko od Was zależy czy chcecie aby to co złe wydało plony i tylko od Was zależy czy zobaczycie to co ujrzała mała dziewczynka.
bo macie wybór i nie zaprzepaśćcie go!!